![]() |
| google.com |
Za każdym razem, gdy zaczynam lubić ludzkość, ta wykręca taki numer, że wszystkiego się odechciewa. Jest to obserwacja bardzo ogólna, nie podyktowana żadnym konkretnym wydarzeniem.
Noworoczny szał już, na szczęście, minął, a za jakiś tydzień będzie można wejść do galerii handlowej. Ostatniej soboty miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie Trzecia Wojna Światowa, oraz że do każdych zakupów dziecko do lat trzech gratis. Z całych sił walczyłam, żeby nie dać sobie wcisnąć jednego. Poszukiwania małej czarnej zakończyły się połowicznym sukcesem, ale strój na firmową galę mam.
Ja i kolega R. mamy zdecydowanie inne żołądki i preferencje kulinarne, już po raz drugi kolacja w wybranym przez niego miejscu zafundowała mi problemy żołądkowe. Nie było to nic uciążliwego, ale będę uważać przy trzecim razie. Albo znowu wrócimy do tradycji spotkań domowych i kulinarnych wyczynów R. w kuchni. Wtedy trzeba tylko pilnować ile chili/wasabi/tabasco/inne ostre dodaje. Lubię ostre potrawy, jednak mam swoje zasady- sos w którym rozpuszcza się łyżka nie jest produktem jadalnym, tylko bronią biologiczną.
