wtorek, 10 stycznia 2012

google.com

Za każdym razem, gdy zaczynam lubić ludzkość, ta wykręca taki numer, że wszystkiego się odechciewa. Jest to obserwacja bardzo ogólna, nie podyktowana żadnym konkretnym wydarzeniem.

Noworoczny szał już, na szczęście, minął, a za jakiś tydzień będzie można wejść do galerii handlowej. Ostatniej soboty miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie Trzecia Wojna Światowa, oraz że do każdych zakupów dziecko do lat trzech gratis. Z całych sił walczyłam, żeby nie dać sobie wcisnąć jednego. Poszukiwania małej czarnej zakończyły się połowicznym sukcesem, ale strój na firmową galę mam.

Ja i kolega R. mamy zdecydowanie inne żołądki i preferencje kulinarne, już po raz drugi kolacja w wybranym przez niego miejscu zafundowała mi problemy żołądkowe. Nie było to nic uciążliwego, ale będę uważać przy trzecim razie. Albo znowu wrócimy do tradycji spotkań domowych i kulinarnych wyczynów R. w kuchni. Wtedy trzeba tylko pilnować ile chili/wasabi/tabasco/inne ostre dodaje.  Lubię ostre potrawy, jednak mam swoje zasady- sos w którym rozpuszcza się łyżka nie jest produktem jadalnym, tylko bronią biologiczną.